Czy polskie firmy są przygotowane na sytuację kryzysową? Czy przedsiębiorca powinien myśleć o schronieniu dla swoich pracowników? I dlaczego Podlasie potrzebuje szczególnego podejścia do bezpieczeństwa? O tym rozmawiamy z Waldemarem Siuchno, członkiem Podlaskiego Klubu Biznesu, właścicielem i dyrektorem firmy ALE HALE, która podczas budowy swojej hali stworzyła dla pracowników podziemny obiekt ochronny. „Bezpieczeństwo załogi powinno być integralnym elementem inwestycji, a nie kosztownym dodatkiem” – przekonuje dyrekor.
Podlasie to region strategiczny. Czy położenie geograficzne sprawia, że lokalny biznes i mieszkańcy powinni patrzeć na kwestie odporności cywilnej inaczej niż reszta kraju?
Waldemar Siuchno: Zdecydowanie tak. Położenie przy granicy z Białorusią, bliskość obwodu królewieckiego oraz znaczenie przesmyku suwalskiego powodują, że Podlasie należy analizować nie tylko pod kątem zagrożeń naturalnych i awarii technicznych, lecz również presji hybrydowej, zakłóceń infrastruktury krytycznej i zagrożeń militarnych. Nie chodzi o budowanie atmosfery lęku, lecz o skrócenie czasu reakcji i zapewnienie ciągłości działania. Ustawa z 5 grudnia 2024 r. o ochronie ludności i obronie cywilnej nakazuje planować liczbę i pojemność obiektów zbiorowej ochrony z uwzględnieniem liczby ludności oraz przewidywanych rodzajów zagrożeń.
W przypadku Podlasia ocena ryzyka powinna więc uzasadniać wyższy poziom przygotowania niż w regionach mniej narażonych?
Położenie naszego regionu powinno skutkować skierowaniem większych środków na tworzenie obiektów ochrony ludności cywilnej. Środki finansowe przydzielane według obecnego rozdzielnika stawiają nas na równi z innymi regionami Polski, gdzie nie ma tak bezpośrednich zagrożeń.
Gdyby te środki były większe, lokalne firmy mogłyby uczestniczyć w sprawniejszym tworzeniu bezpiecznych miejsc schronienia?
Jeśli chodzi o lokalną ludność, to my, ludzie ze wschodu, nauczyliśmy się żyć w nowej rzeczywistości. Ta odporność na bliskość zagrożeń nie może nas jednak uśpić. Powinniśmy mieć świadomość, że jeśli „coś” się wydarzy, to my jesteśmy na pierwszej linii. Warto więc zadbać o bezpieczeństwo swoje oraz swoich bliskich.
Czy pana zdaniem przedsiębiorstwa na Podlasiu są przygotowane na sytuacje kryzysowe pod kątem zabezpieczenia ciągłości działania i swoich pracowników?
Jeśli ma pan na myśli zagrożenia związane z atakiem zza wschodniej granicy, to ani firmy z Podlasia, ani z Mazowsza czy Wielkopolski absolutnie nie są przygotowane na takie sytuacje. Firmy niewiele robią w kierunku zapewnienia bezpiecznych miejsc ukrycia dla swoich pracowników.
Dlaczego tak jest?
Większości firm nie stać na stworzenie takich miejsc, gdzie podczas zagrożenia pracownicy mogliby się udać i przeczekać niebezpieczne chwile. Nie słyszałem jak dotąd, aby istniały jakiekolwiek programy pomocowe kierowane do właścicieli firm z przeznaczeniem na tworzenie takich obiektów.
Pańska firma zdecydowała się jednak na takie rozwiązanie.
Dobrą praktyką jest uwzględnianie funkcji ochronnej już na etapie projektowania inwestycji. Nasza firma ALE HALE.pl w 2025 roku, podczas budowy własnej hali, wybudowała dla pracowników podziemny obiekt ochronny – ukrycie U-1. Pokazuje to, że odpowiedzialny przedsiębiorca może traktować bezpieczeństwo załogi jako integralny element inwestycji, a nie jako późniejszy i kosztowny dodatek.
Jak dzisiaj wygląda realna gotowość infrastrukturalna Polski – a w szczególności Podlasia – w kontekście budownictwa ochronnego? Gdzie jako kraj dziś jesteśmy?
Polska znajduje się obecnie na etapie odbudowy systemu, a nie osiągniętej gotowości. Wieloletnie zaniedbania spowodowały, że znaczna część dawnych schronów i ukryć nie odpowiada aktualnym wymaganiom albo wymaga weryfikacji technicznej.
Ale na Podlasiu proces weryfikacji wyraźnie przyspieszył.
Według danych z marca 2026 roku zgłoszono 176 obiektów, z których 110 zostało już sprawdzonych przez PSP i nadzór budowlany. Prowadzone są modernizacje oraz ekspertyzy kolejnych obiektów. To właściwy kierunek, ale nie należy utożsamiać liczby obiektów wskazanych jako potencjalne miejsca schronienia z liczbą sprawnych schronów i ukryć. O rzeczywistej gotowości decydują odporność konstrukcji, instalacje, wyposażenie, pojemność oraz możliwość szybkiego przygotowania obiektu do użycia.
Czyli problemem są również dawne schrony?
Obecnie w całym kraju trwają ekspertyzy istniejących już obiektów. Projektuje się ich modernizację i przebudowę. W praktyce często wygląda to tak, że obiekt, który był kiedyś zaprojektowany i wybudowany jako schron którejś kategorii, dzisiaj może być tylko ukryciem albo miejscem doraźnego schronienia. Wiele takich obiektów obecnie nie da się już odtworzyć, bo zostały albo zdewastowane, albo stworzono w nich pomieszczenia o zupełnie innej funkcjonalności. W dawnych schronach są dzisiaj restauracje, kluby czy pomieszczenia techniczne. Taka sama sytuacja jest w całym kraju, nie wyłączając oczywiście naszego województwa.
Jak ocenia pan obecne regulacje prawne w Polsce dotyczące budownictwa ochronnego? Co wymaga pilnej poprawy?
Po raz pierwszy od wielu lat mamy spójny fundament prawny: ustawę o ochronie ludności i obronie cywilnej oraz rozporządzenia dotyczące warunków technicznych budowli ochronnych, kryteriów ich uznawania, eksploatacji i miejsc doraźnego schronienia. To zasadnicza zmiana jakościowa. Problemem pozostaje jednak praktyczne wdrożenie. Potrzeba jednolitych interpretacji, stabilnych procedur uzgadniania projektów, odpowiedniej liczby uprawnionych specjalistów oraz wieloletniego finansowania. Proces inwestycyjny powinien być przewidywalny – od projektu do formalnego uznania obiektu za budowlę ochronną. Należy także zdecydowanie wspierać obiekty dwufunkcyjne, na przykład garaże, magazyny lub pomieszczenia użytkowe, które w sytuacji zagrożenia mogą szybko przejąć funkcję ochronną.
A co z procedurami?
Jeżeli chcemy sprawnie tworzyć infrastrukturę bezpiecznych budowli, jest cały szereg działań, które należy jak najszybciej wdrożyć. Do tej pory obiekty te są traktowane jak każda inna budowa: zgodność z miejscowym planem, uzgodnienia, projekty, pozwolenie na budowę. Ta ścieżka musi być maksymalnie uproszczona, a procedury, które muszą pozostać, powinny być rozpatrywane w trybie natychmiastowym. Dotyczy to przede wszystkim obiektów infrastruktury publicznej. Uważam też, że na potrzeby własne każdy obywatel powinien mieć możliwość tworzenia bezpiecznych miejsc bez zbędnej papierologii. Zgłoszenie powinno być robione dopiero po jego stworzeniu.
Nie każdy może wybudować dedykowany schron. Jak rozsądnie ocenić i dostosować podpiwniczenie w domu jednorodzinnym lub budynku firmy, by zwiększyć poziom bezpieczeństwa bez ogromnych nakładów?
Pierwszym krokiem nie powinien być zakup drzwi ani filtrowentylacji, lecz ocena konstrukcyjna wykonana przez osobę z odpowiednimi uprawnieniami. Należy sprawdzić nośność stropu i ścian, zagrożenie zawaleniem elementów nadziemnych, liczbę wyjść, możliwość wentylacji, bezpieczeństwo pożarowe, ryzyko zalania oraz przebieg instalacji. Największy efekt często dają proste działania: wybór pomieszczenia całkowicie zagłębionego, ograniczenie otworów bez zablokowania drogi ewakuacyjnej, zapewnienie wentylacji, oświetlenia awaryjnego, wody, środków gaśniczych, apteczki, łączności i bezpiecznego wyjścia. Tak przygotowane podpiwniczenie może zwiększyć ochronę, ale nie wolno automatycznie nazywać go schronem lub ukryciem. Formalna budowla ochronna musi spełniać określone wymagania.
Czy dostrzega pan zmianę w podejściu Polaków do tematu własnego bezpieczeństwa? Czy myślenie o schronie lub ukryciu to wciąż temat traktowany jako „przesadny pesymizm”, czy powoli staje się elementem standardowej odpowiedzialności za rodzinę?
Tak, zmiana jest wyraźna. Wojna w Ukrainie, zdarzenia na granicy, awarie energetyczne oraz ekstremalne zjawiska pogodowe sprawiły, że bezpieczeństwo przestaje być abstrakcyjną domeną państwa. Coraz częściej staje się elementem świadomego projektowania domu, zakładu pracy i infrastruktury publicznej. Schron lub ukrycie nie są przejawem pesymizmu, lecz zarządzania ryzykiem – podobnie jak instalacja przeciwpożarowa, ubezpieczenie czy zasilanie awaryjne. Ważne jednak, aby decyzje opierać na analizie zagrożeń i wiedzy technicznej, a nie na marketingu wykorzystującym społeczne obawy.
Gdyby miał pan dać jedną, najważniejszą radę mieszkańcom i przedsiębiorcom z naszego regionu na dziś – co by to było?
Najpierw należy rzetelnie rozpoznać zagrożenia i przygotować plan, a dopiero później kupować wyposażenie lub rozpoczynać prace budowlane. Każda rodzina i firma powinna wiedzieć: gdzie znajduje się najbliższe zweryfikowane miejsce schronienia, jak odebrać komunikaty alarmowe, którędy się ewakuować i jak funkcjonować przez pierwsze dni bez energii, wody lub łączności. Przedsiębiorca powinien dodatkowo wskazać miejsce ochrony pracowników i opracować plan ciągłości działania. Infrastruktura jest niezwykle ważna, ale bez procedur, przeszkolonych ludzi i regularnych ćwiczeń pozostaje jedynie budynkiem.
Źródło: Podlaski Klub Biznesu
