Edyta Geppert: Życie i teatr – to są moje inspiracje

Zachęcamy do lektury wywiadu, którego naszej redakcji udzieliła Edyta Geppert.

Jest Pani ikoną polskiej piosenki. Proszę powiedzieć, jak to jest z kolejnymi pokoleniami fanów, jaki jest przekrój Pani publiczności?

– Rozbawił mnie Pan tą ikoną… Ikona to, o ile dobrze pamiętam, obraz świętej malowany na drewnie. A ja po prostu od 36 lat realizuję swoją pasję, śpiewając na estradzie. Cieszy mnie, że przez te wszystkie lata niezmienne towarzyszy mi zainteresowanie publiczności. Jaki jest jej przekrój? Nigdy się nad tym specjalnie nie zastanawiałam. Nie miałam takiej potrzeby, ponieważ swój repertuar kieruję w stronę ludzi, którzy myślą i czują – a to przecież nie jest związane z wiekiem.

Kto lub co było i jest Pani największą inspiracją?

– Życie i teatr. Życie, we wszystkich jego przejawach, ma wpływ na treść moich piosenek, a teatr na formę ich przekazu. W dodatku, od początku mojej drogi artystycznej, współpracuję na co dzień z reżyserem – człowiekiem teatru.

Przełomowy moment kariery, to…

– Stworzenie własnego recitalu. Tylko ta forma gwarantuje mi pełną samodzielność i niezależność artystyczną oraz nieporównywalną z niczym innym satysfakcję.

Jest Pani artystką wszechstronną, mierzącą się z różnymi gatunkami. Tak łatwo nie da się Pani zaszufladkować 🙂

– Szufladkowanie kojarzy mi się z czymś ograniczającym. Najczęściej próbuje się tego dokonać przypisując wykonawcę do danego gatunku muzycznego. Jeżeli chodzi mnie, to zgodziłabym się z określeniem, że wykonuję piosenkę literacką. Śpiewam piosenki dramatyczne, liryczne, refleksyjne i żartobliwe, bez podziału na gatunki muzyczne.

Rozumiem, że nie ma mowy o zakończeniu działalności muzycznej i gdy tylko będzie można znowu występować publicznie, zobaczymy Panią na polskich scenach.

– Chcę wierzyć, że nasze życie wróci, chociażby w przybliżeniu, do formy, do jakiej byliśmy przyzwyczajeni przed pandemią. Reszta zależy od publiczności i to ona będzie miała decydujący głos w tej sprawie.

Dziękujemy za rozmowę.

Fot. Andrzej Świetlik

Komentarze