Lech Pilecki, znany podlaski przedsiębiorca, honorowy prezes Podlaskiego Klubu Biznesu, zapalony podróżnik i miłośnik dzwonków, które przywiózł z niemal każdego zakątka świata. Z każdej wycieczki publikuje relacje w mediach społecznościowych. W ostatnim czasie odwiedza ciekawe miejsca w Podlaskiem, pokazując piękno naszego regionu. W styczniu 2025 r. zawitał także do wsi Wojtówce, gdzie znajduje się Wioska Mnicha – obiekt stworzony przez właściciela portalu Przedsiębiorcze Podlasie Krzysztofa Mnicha.
Poniżej relacja z odwiedzin Wioski Mnicha, wraz ze zdjęciami, autorstwa Lecha Pileckiego. A więcej o Wiosce Mnicha można przeczytać tutaj: Sielsko-anielsko w Wiosce Mnicha: rośnie stolarnia, rośnie kuźnia, rośnie muzeum siekier
Wojtówce 46. „Wioska Mnicha”
Aby znaleźć posesję nr 46 w niezbyt dużej, bo liczącej około 150 mieszkańców wsi Wojtówce w gminie Knyszyn, przyznaję, że długo błądziłem po nieutwardzonych i nieoznakowanych, wąskich drogach, prawie ścieżkach, wśród rozległych przestrzeni kolonii, przysiółków i przyprószonych śniegiem pól.
A kiedy już tam dotarłem, to od pierwszej chwili byłem wprost zauroczony jej położeniem, prawdziwą oazą zieleni oraz ciszy, które to wielce odosobnione miejsce, nazywane jest „Wioską Mnicha”. Już w pierwszej chwili mojego tam pobytu, nazwa ta skojarzyła mi się z pustelnią, eremem, czyli odległym zaciszem, w którym mieszka prawdziwy anachoreta, czyli mnich objęty klauzurą samotności.
Gdy już nieco ochłonąłem, zobaczyłem, że jednak jestem w miejscu, tętniącym życiem, starannie wyremontowanym gospodarstwie, którego ozdobą jest urokliwy, drewniany agroturystyczny dwór z mnóstwem ciekawie wypracowanych detali, którego jakby symbolem jest znaleziony przed laty na polu, a dziś leżący przed wejściem do głównego budynku, kilkutonowy głaz w kształcie serca. A więc gospodarze tego miejsca symbolicznie witają przybywających tu gości, prawdziwym sercem.
Największe skarby tego starannie wypielęgnowanego agroturystycznego gospodarstwa, odkryła przede mną Pani Marta Mnich, współwłaścicielka i opiekunka tego miejsca, które to znajdują się w pieczołowicie zrewitalizowanym, drewnianym budynku starej stodoły, chronionym skomplikowanym systemem alarmowym.
Gdy tylko przekroczyłem jego progi, to wprost zamarłem z wrażenia. Oto zobaczyłem, że wszystkie ściany jego wnętrza, najczęściej osłonięte ruchomymi, często zabytkowymi skrzydłami drzwiowymi, dającymi prawie podwójny metraż ścian ekspozycyjnych, zawieszone są kilku tysiącami, siekier pochodzących z kilkudziesięciu krajów świata, czterech kontynentów. Część z nich jest współczesna i niezmiernie wysublimowana technicznie, a pozostałe, to kowalskie, rękodzielnicze eksponaty, liczące nawet prawie i 200 lat.
Ten imponujący zbiór siekier ciesielskich, siekier do łupania drewna, klinowych siekier do rozłupywania, toporków, tasaków i wszystkiego co można nazwać siekierą, oprawionych trzonkami przede wszystkim z jesionu, brzozy, hikory lub wielu innych egzotycznych drzew, to wyjątkowa kolekcja zebrana z pasji niezwykłego podlaskiego przedsiębiorcy, Pana Krzysztofa Mnicha, brata Pani Marty, z wykształcenia prawnika po studiach doktoranckich w warszawskiej Akademii Leona Koźmińskiego.
To od Pana Krzysztofa, globtrotera ustawicznie podróżującego po świecie w poszukiwaniu kolejnych okazów siekier do swojej już światowej kolekcji, dowiedziałem się, że przeznaczenie siekiery poznaje się po wyprofilowaniu jej poszczególnych elementów, czyli po kształcie grzbietu głowicy zwanej obuchem, po wielkości czepca, w którego uchu umieszcza się trzonek, a także po wyprofilowaniu części dolnej siekiery zwanej policzkiem zakończonym krawędzią tnącą.
Przyznaję, że na koniec zachwytu nad tą niebywale piękną kolekcją siekier Pana Krzysztofa Mnicha, byłem nią tak zauroczony, że z mętlikiem w głowie, poczułem prawdziwy, siekierowy zawrót mojej głowy.
No to muszę do Wioski Mnicha jeszcze wrócić, bo to niebywałe miejsce i niesamowity siekierowy świat, po prostu, „podlaska siekierezada”.
Lech Pilecki


















































