Mają pomysły, energię i… nowatorskie podejście do motoryzacji. Pracę łączą z pasją

Paweł Kukiełka z żoną Heleną (na zdjęciu) prowadzą znaną w stolicy naszego województwa firmę z ugruntowaną już pozycją na rynku. Rycar, bo tak brzmi jej nazwa, to przedsiębiorstwo rodzinne, które wprowadza nową jakość w branży motoryzacyjnej. To już nie tylko serwis samochodowy, ale też kompleksowa likwidacja szkód komunikacyjnych oraz usługi autoholowania.

Spółka inwestuje w kapitał ludzki – kierowcy lawet zostali w profesjonalny sposób przeszkoleni w zakresie udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej, co jest ewenementem, przynajmniej w skali lokalnej.

Do tego dochodzą innowacyjne pomysły na rozwój, które konsekwentnie są realizowane.

Takich ludzi – z pasją, energią i nowatorskimi pomysłami chcemy przedstawiać w Przedsiębiorczym Podlasiu. Zachęcamy do lektury wywiadu z Heleną i Pawłem, właścicielami spółki motoryzacyjnej Rycar w Białymstoku.

Piotr Walczak, Przedsiębiorcze Podlasie: W tym roku Wasza firma obchodzi 15-lecie działalności. Przez ten czas ugruntowała swoją pozycję na rynku, ale wiadomo – aby odnieść sukces w biznesie, nie można stać w miejscu. Działalność Rycaru zmienia się i – z tego, co wiem – na tym nie koniec. Ale próbowaliście do tej pory z różnymi gałęziami branży motoryzacyjnej…

Paweł Kukiełka: W 2003 roku założyłem firmę wraz z ojcem. On miał kapitał, a ja pomysł i chęci do pracy. Nazwa i logo są w 100 procentach mojego autorstwa. Tata z racji dużego doświadczenia w branży służył wiedzą, którą ja starałem się wykorzystać do naszej działalności. Kilkanaście lat temu zarządzał on bowiem znacznie większym przedsiębiorstwem, również działającym w branży motoryzacyjnej.

Kiedy do życia powołany został Rycar, świadczyliśmy tylko usługi w zakresie mechaniki samochodowej oraz próbowaliśmy handlować częściami do pojazdów. Równolegle zaczęliśmy rozwijać salon samochodów używanych, z którym w tamtym czasie wiązaliśmy duże nadzieje na rozwój.

W 2006 roku do firmy dołączył mój brat. W latach 2006-2010 handel autami naprawdę przynosił godziwe zyski. Oferowaliśmy nawet gwarancję na sprzedawane pojazdy, dostarczaliśmy klientom konkretne modele na zamówienie – biznes kręcił się znakomicie.

W międzyczasie, obserwując rynek, wprowadziliśmy do oferty sprzedażowej motocykle używane. Przez trzy pełne sezony udało nam się zbyć ich około 100, co jak na nasze warunki było rewelacyjnym wynikiem.

Ale wiadomo – w biznesie nie ma miejsca na stagnację i wiedzieliśmy, że jedną dziedziną nie osiągniemy sukcesu na dłuższą metę. Powoli podstawową działalnością stawał się serwis mechaniczny. Już w 2008 roku uzyskaliśmy autoryzację elitarnej, międzynarodowej sieci Bosch Car Service i od tego czasu rozwijaliśmy i inwestowaliśmy w tę gałąź, poszerzając z czasem ofertę o obsługę samochodów ciężarowych. Oczywiście nie zrezygnowaliśmy wtedy z handlu pojazdami, ale robiliśmy to już na mniejszą skalę, bardziej jako komis samochodowy.

W końcu 2014 roku decyzją zarządu sprzedaliśmy nieruchomość, w której prowadziliśmy firmę przez 11 lat, a z końcem 2015 rozstałem się biznesowo z ojcem i bratem. Ja zostałem z firmą, a oni założyli nową działalność w innym miejscu. Od 2016 zostałem „na pokładzie” z trójką ludzi, wynajętym budynkiem i wielką niepewnością – co dalej będzie…

Jak widać, daliście radę. W którym kierunku firma poszła?

Paweł Kukiełka: Od tamtego czasu prowadzę biznes razem z żoną. Dwie spółki – z ograniczoną odpowiedzialnością i komandytowa – należą w całości do nas. Nowa, moja koncepcja biznesu – która to zresztą była jednym z głównych powodów rozstania się wcześniejszych wspólników – opierała się na uruchomieniu Centrum Likwidacji Szkód Komunikacyjnych, oferującego klientom kompleksową obsługę w zakresie likwidacji szkód: poprzez zapewnienie holowania uszkodzonego samochodu z miejsca kolizji, wynajem auta zastępczego, naprawę pojazdu oraz zapewnienie miejsca parkingowego do czasu zakończenia naprawy.

Ponadto utrzymaliśmy serwis mechaniczny, zainwestowaliśmy w nowy sprzęt i dziś świadczymy usługi na najwyższym poziomie w kwestii napraw i obsługi samochodów. Udało mi się znaleźć bardzo fajnych ludzi, którzy dziś są największą wartością w naszej firmie – i z tego jestem najbardziej dumny.

Zatrudnienie w ciągu dwóch lat wzrosło nam do 25 osób, a rok 2017 był rekordowy pod względem przychodów i zysków w całej historii.

Oczywiście nie zamierzacie osiąść na laurach i macie kolejne pomysły?

Paweł Kukiełka: Planujemy dalej rozwijać naszą działalność, kupiliśmy działkę pod budowę nowej siedziby, która pozwoli na dalszy rozwój i możliwość realizacji naszych planów na przyszłość.

A to już jest temat rzeka. Obserwując nasz lokalny rynek związany z zagadnieniami likwidacji szkód komunikacyjnych, widzimy, że pole do działania jest duże. Chcielibyśmy rozwijać temat ratownictwa drogowego, czyli ratownictwo medyczne i techniczne – może własne karetki, może coś w rodzaju ratownictwa technicznego uprzedzającego pracę straży pożarnej. Mamy pomysł na stworzenie korporacji taksówkarskiej opartej o samochody elektryczne. Znaleźliśmy już miejsce i pomysł na motoryzacyjny park rozrywki…

Dużo by można wymieniać. Często z żoną rozmyślamy o przyszłości i wiemy, że musimy hamować nasze plany, bo na wszytko nie starcza czasu.

Żona teraz jest wiceprezesem Rycaru i w firmie nie przebywa stale – zajmuje się u nas sprawami promocji i zarządzania kadrami. Prowadzi jeszcze jeden biznes: LoveNails – gabinet stylizacji paznokci i tam głównie realizuje swoje pasje. Od roku działalności widać, że jej się to udaje.

Potrafimy zgromadzić wokół siebie ludzi, z którymi możemy rozwijać nasze firmy. Jak mawiał mój idol w biznesie Richard Branson: „… jeśli zadbasz o swoich pracowników, oni zatroszczą się o Twoich klientów”. I tak robimy – jak widać, przynosi to efekt.

Rycar to przedsiębiorstwo rodzinne. Łatwiej je prowadzić z tak bliską osobą jak mąż?

Helena Kukiełka: Nie jest to łatwe zadanie, więc staramy się tak uzgadniać swoje indywidualne kompetencje, żeby nie musieć spierać się o sprawy firmowe. Ja nie wtrącam się do spraw męża – ufam jego doświadczeniu i kompetencjom, a on nie ingeruje w podejmowane przeze mnie decyzje. Owszem – wspieramy się wzajemnie, konsultujemy, wymieniamy poglądy, ale zaufanie ma tu największe znaczenie. Tak jak w życiu.

Od kilku miesięcy Wasza firma zajmuje się autoholowaniem i tu ewenement – kierowcy lawet zostali przeszkoleni w zakresie pierwszej pomocy przedmedycznej. Zmienia Pan wizerunek „laweciarzy”…

Paweł Kukiełka: Tak, to nasz cel pierwotny – wprowadzenie standardów obsługi, które wyróżniają się na tle konkurencji. Dziś, po sześciu miesiącach tego eksperymentu, można śmiało powiedzieć, że było to słuszne i – co więcej – przynosi zamierzone efekty. Nasza bezprecedensowa działalność w zakresie pomocy przedmedycznej na zdarzeniach drogowych odbiła się zresztą szerokim echem w środowisku motoryzacyjnym w całej Polsce. To dobra inicjatywa i będziemy ją na pewno rozwijać. Jak wspominałem, mamy wokół tej tematyki bardzo dużo pomysłów, ale nie możemy wszystkiego wprowadzać i realizować od razu. Na pewno będzie o nas jeszcze wielokrotnie słychać 🙂

Biznes to nie tylko zarabianie pieniędzy, a również odpowiedzialność społeczna. Dla Was hasło CSR jest nie tylko sloganem – wspieraliście WOŚP, dołączyliście do Szlachetnej Paczki.

Helena Kukiełka: To jest to, co daje satysfakcję nie tylko z tego, że się zarabia (po to przecież pracujemy), ale że możemy przez naszą pracę również pomóc innym. Nasze ostatnie działania z WOŚP i Szlachetną Paczką pokazały i uzmysłowiły nam, że wokół jest dużo potrzebujących osób, którym z bardzo różnych przyczyn nie udało się tak jak nam w życiu albo ich rodzice nie mogli dać im tyle, ile my dostaliśmy jako młodzi ludzie. Jesteśmy za to odpowiedzialni i musimy wszyscy o tym pamiętać, dziękować rodzicom, losowi. I dawać innym siebie i swój czas. Nam z mężem daje do dużego „kopa” do pracy i sprowadza nas na ziemię, jak się za bardzo rozpędzamy z planami, wydatkami…

Praca pracą, a po pracy… Co robicie w wolnym czasie?

Helena Kukiełka: My od zawsze kochaliśmy podróże i teraz w wolnym czasie realizujemy nasze pasje. Wyjeżdżamy za granicę, żeby naładować baterie. Nasz ulubiony kierunek to Grecja, ale jeździmy też dużo po Polsce, bardzo lubimy Białowieżę, Mikołajki, Zakopane. Kiedy wyjeżdżamy z dziećmi, to możemy spędzić ze sobą więcej czasu, poznać przy okazji nowe miejsca, nowych ludzi.

Paweł Kukiełka: Ja od 15 lat jestem myśliwym – z zamiłowania. Tą pasją zaraził mnie ojciec. Kiedy nadarza się okazja (a nie jest ich dziś tak dużo w ciągu roku), to wyskakuję do lasu, żeby obcować z naturą, coś zobaczyć, wytropić… Zwyczajnie zapomnieć o codziennych troskach; chociaż na chwilę.

Wracając jeszcze do motoryzacji – jaki samochód to dla Was auto marzeń?

Helena Kukiełka: Nie mamy takich marzeń. Myślę, że auta, którymi jeździmy dziś, były kiedyś w młodości takimi, o których marzyliśmy. Dla nas samochód to tylko środek do przemieszczania się. Nasze marzenia kręcą się raczej wokół spokojnego spędzania czasu, wychowania dzieci, potem wnuków. Mój mąż zawsze mawia, że dla niego samochód to tylko trochę blachy, gumy i plastiku do przejechania z punktu A do punktu B.

Rozmawiał: Piotr Walczak

Komentarze