Marysia Dek: Szekspir szmekspir, teatr szmerat

Marysia Dek-Lewandowska, fot. Monika Woroniecka

Ilustracja Marii Dek-Lewandowskiej

W czasie wywożenia gruzu z naszej hostelowej budowy, na taczkę padł promień słońca. Stanęłam jak wryta, z gardła wyrwał mi się okrzyk zachwytu, a w oku zakręciła się łza wzruszenia (najprawdopodobniej pył wpadł mi do oka, ale dobrze czasami ubzdurać sobie górnolotne emocje). Wyrzuciłam gruz i z pustą taczką podskakującą na wybojach, sama również podskakując, wróciłam na plac budowy. Moim oczom ukazał się po raz setny smętny, pyłowaty widok braku podłogi. Ogólnej demolki. Dotarło do mnie, że oto życie udziela mi lekcji numer trylion-dwieście-pięć:

Remont stuletniego domu to genialna perspektywa do radowania się rzeczywistością. Trzy godziny i 28 taczek później plułam sobie w brodę za takie dyrdymały, ale w międzyczasie zdążyłam stworzyć w głowie zarys dzisiejszego tekstu.

Szekspir pisał, że życie to teatr. Turlałby się ze śmiechu, widząc, że przez chwilę żyłam w przekonaniu, że tyczy się to również życia na budowie. Nie bacząc na szyderę Szekspira, napisałam recenzję spektaklu, w którym gram ramię w ramię z mężem i majstrem.

Od wczesnej wiosny na deskach teatru MorzeLas Prawie Hostel Póki Co Demolka można oglądać spektakl “Stuletnie podłogi i ściany to całkiem sporo roboty”. Sztuka wpisuje się w nurt realizmu magicznego, którego atmosferę buduje wysmakowana scenografia.  Na deskach króluje pył, nagie ceglane ściany i klepisko. I pył. Aktorzy nie panoszą się na scenie, jedynie po niej przemykają, sporadycznie mamrocząc: “jezusmaria-jezusmaria-za-co-tu-się-wziąć”. Każdy z występujących ucharakteryzowany jest na starca. Ich siwe od pyłu włosy, brwi, rzęsy zlewają się z otoczeniem. Aktorzy smutno się uśmiechają zasnutymi siwym pyłem zębami.

Fenomenalnym uzupełnieniem oszczędnej gry aktorskiej jest muzyka. Jej dramaturgia przeszywa widza na wskroś. W MorzeLas Prawie Hostel Póki Co Demolka usłyszymy na żywo: zawadiacki, rytmiczny łom idący w parze z brzękiem wyrywanych gwoździ, pełną werwy wiertarkę, przyjemnie szemrzącą szczotkę ryżową, wesołą szlifierkę kątową oraz dostojnie buczącą mieszarkę do betonu.

Kurtyna zapada codziennie wczesnym wieczorem. Katharsis gwarantowane.

Dział Felietony wspiera Partner Sieńko i Syn Sp. z o.o. Autoryzowany Dealer Volkswagen. Przeczytaj kolejny na  http://przedsiebiorczepodlasie.pl/felietony/  Zdjęcia: Monika Woroniecka – fotografia biznesowa

Komentarze