Nie wierzył w sztuczną inteligencję. Otrzymał za nią stypendium prezydenta

Antoni Mnich, laureat stypendium prezydenta Białegostoku dla najzdolniejszych uczniów

Antoni Mnich, uczeń I LO im. Adama Mickiewicza w Białymstoku, otrzymał „Stypendium Prezydenta Miasta Białegostoku” za innowacyjną myśl techniczną. Nagrodzony projekt to strona internetowa oraz system, który przygotowuje treści i grafiki do mediów społecznościowych, a następnie publikuje je dopiero po zatwierdzeniu przez człowieka. Wręczenie stypendiów odbyło się 11 września. Sam projekt był już wtedy kolejnym etapem czegoś, co zaczęło się od rodzinnej agroturystyki.

Sceptyk, który zmienił zdanie

O sztucznej inteligencji słyszał kilka lat temu, gdy dopiero raczkowała. Nie kupił tego.

– Uważałem, że to sztucznie napompowana bańka i że ludzie przesadzają z jej innowacyjnością – mówi Antoni Mnich.

Przekonywał się stopniowo i raczej przez praktykę niż przez lekturę. Używał narzędzi AI prywatnie, do drobiazgów, aż w pewnym momencie zauważył, że robią więcej niż zakładał. Poważniejszy etap zaczął się pod koniec 2025 roku i miał bardzo konkretny powód. Rodzinna agroturystyka Wioska Mnicha wymagała regularnych postów w mediach społecznościowych, a pisanie ich i wrzucanie ręcznie zjadało czas.

Wykupił wtedy pierwszą płatną subskrypcję narzędzia AI i zabrał się za automatyzację tego procesu. Powstał prototyp, ale całość rozbiła się o jeden element. System miał samodzielnie dobierać prawdziwe zdjęcia obiektu tak, żeby pasowały do tematu i treści posta.

– Jak na pierwszą automatyzację w życiu było to zbyt skomplikowane wyzwanie – przyznaje Antoni.

To, co wtedy nie wyszło, okazało się ważniejsze niż to, co wyszło. Zorientował się, gdzie leży granica narzędzi i czego jeszcze nie umie.

Nauka poza szkołą, kilka godzin dziennie

Szkoła nie miała z tym nic wspólnego. I LO to profil, który uczy myślenia, ale nie wdrażania automatyzacji. Uczył się sam, z poradników na YouTube i z samej AI, którą traktował jak korepetytora od rzeczy, których nie rozumiał. W zależności od dnia schodziło na to kilka godzin.

Skąd akurat ten kierunek? Sam wskazuje trzy rzeczy. Smykałkę do technologii, którą miał od zawsze. To, że lubi pomagać ludziom. I dom, w którym przedsiębiorczość była obecna od zawsze, bo ojciec prowadzi własną działalność i wciąż ją prowadzi.

Większość rówieśników wchodzących w kod robi gry albo boty do Discorda. On poszedł w stronę procesów w firmach.

Strona, którą projektował, zanim napisał pierwszą linijkę kodu

Zgłoszony do stypendium projekt składa się z dwóch części. Pierwszą jest strona internetowa fundacjaai.com, drugą działający system automatyzacji. Obie powstały samodzielnie, bez gotowego szablonu i bez zewnętrznej pomocy przy decyzjach technicznych.

Praca zaczęła się od pytań, które nie mają nic wspólnego z programowaniem. Co ta strona ma komunikować i komu. Jak ułożyć hierarchię treści. Jak poprowadzić nawigację, żeby ktoś, kto wchodzi pierwszy raz, w kilka sekund zrozumiał, o co chodzi. Dopiero potem doszła technologia.

Strona działa na frameworku Astro, który wysyła do przeglądarki minimum kodu, co przekłada się na szybkie ładowanie bez ręcznego optymalizowania każdego elementu. Wdrożenie odbywa się przez Vercel, spięty z repozytorium GitHub, więc każda zatwierdzona zmiana trafia na produkcję automatycznie. Domena, rekordy DNS, certyfikat SSL i wymuszone połączenie HTTPS są obsługiwane przez Cloudflare. Na stronie działa też mechanizm zarządzania zgodami na pliki cookies.

Osobno potraktował widoczność, i szerzej niż w klasycznym SEO. Wdrożył dane strukturalne schema.org w formacie JSON-LD, uporządkował architekturę informacji i dodał plik llms.txt, który wskazuje modelom językowym najważniejsze treści serwisu. Powód jest prosty: coraz większa część pytań trafia dziś nie do wyszukiwarki, tylko do systemów opartych na AI, a strona zaprojektowana wyłącznie pod Google traci widoczność tam, gdzie ruch się przenosi.

Zapytany o to, co było najtrudniejsze, nie wskazuje żadnego problemu technicznego. Mówi, że najbardziej męczące było dopracowanie strony tak, żeby podobała mu się wizualnie i merytorycznie, a jednocześnie była dobrze przygotowana pod pozycjonowanie. Sam nazywa siebie perfekcjonistą.

Sześć kroków, jedna decyzja człowieka

Automatyzację zbudował dopiero po opublikowaniu strony, kiedy zobaczył, gdzie leży największy problem operacyjny. Powtarzalna, ręczna praca przy każdej publikacji, wykonywana krok po kroku i bez żadnej wartości dodanej.

System działa w narzędziu n8n. Tematy leżą w arkuszu Google. Na ich podstawie model Gemini przygotowuje treść posta, a równolegle model Imagen 4 generuje pasującą tematycznie grafikę. Gotowy pakiet trafia na Telegram, gdzie autor może go przejrzeć i jednym przyciskiem zatwierdzić albo odrzucić. Dopiero po akceptacji materiał idzie przez Facebook Graph API i pojawia się na stronie fundacji.

Żaden element tego łańcucha nie ruszy bez wpisu w arkuszu i bez ludzkiej decyzji na końcu. To było założenie, nie ograniczenie.

– Chciałem mieć nad tym kontrolę. Mogę coś w poście zmienić albo akurat dzisiaj nie publikować – tłumaczy uczeń I LO.

Telegram wybrał świadomie. Powiadomienie miało nie zginąć w natłoku maili, a zatwierdzenie miało się sprowadzać do jednego kliknięcia, czego skrzynka pocztowa nie umożliwiała.

Nie przypomina sobie, żeby kiedykolwiek odrzucił post. Ale zakłada, że w końcu taki się pojawi.

Czym jest stypendium za innowacyjną myśl techniczną

„Stypendium Prezydenta Miasta Białegostoku” za innowacyjną myśl techniczną przyznawane jest w trzech kategoriach: użyteczny pomysł techniczny, pomoc dydaktyczna lub naukowa oraz usprawnienia softwarowe. Projekt Antoniego trafił do tej ostatniej.

Świadczenie ma charakter jednorazowy i motywacyjny. Mogą się o nie ubiegać uczniowie i absolwenci białostockich szkół ponadpodstawowych oraz studenci pierwszego roku, którzy w chwili składania wniosku nie ukończyli 22 lat. Wnioski ocenia powołana kapituła, a dokumentacja musi zawierać opis rozwiązania, prezentację jego efektów i część techniczną.

O możliwości zgłoszenia się uczeń dowiedział się pod koniec czerwca, gdy ojciec wrócił z zebrania rodziców. Strona i automatyzacja istniały wtedy od kilku miesięcy. Projekt nie powstał pod konkurs, tylko został do niego zgłoszony.

Informacja o przyznaniu stypendium przyszła pod koniec lipca. Wicedyrektor szkoły zadzwonił do mamy, która była wtedy poza domem, a ona przekazała wiadomość synowi. Mówi, że dało mu to satysfakcję i utwierdziło go w przekonaniu, że to, co robi, ma jakieś uznanie.

Fundacja AI, czyli druga część tej historii

Fundacja AI weszła na rynek na początku kwietnia 2026 roku, a jej siedziba mieści się przy ulicy Lipowej w Białymstoku. Zajmuje się wdrażaniem sztucznej inteligencji i automatyzacji w firmach, głównie w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw, na Podlasiu i w całej Polsce. Część projektów można prowadzić zdalnie, więc zasięg nie kończy się na regionie.

Na stronie fundacji wymienione są cztery obszary działania.

Chatboty AI, czyli rozwiązania odpowiadające na pytania klientów na stronie internetowej. Agenci AI, przygotowywani indywidualnie pod procesy konkretnej firmy. Voiceboty AI, odbierające połączenia telefoniczne. Automatyzacja procesów, obejmująca powtarzalne czynności wykonywane dziś ręcznie: przepisywanie danych między systemami, obsługę dokumentów, wprowadzanie zamówień, przypomnienia i raportowanie.

Wycena zależy od tego, jak złożony jest projekt, ile procesów obejmuje i z iloma systemami trzeba się połączyć. Prosta automatyzacja jednego powtarzalnego zadania to coś innego niż agent spięty z kalendarzem, skrzynką i bazą klientów.

Fundacja prowadziła już pierwsze rozmowy z firmami, część negocjacji jest w toku.

Chatbot a agent AI. Na czym polega różnica

To pytanie wraca w rozmowach z przedsiębiorcami najczęściej, więc Antoni tłumaczy je prosto.

Chatbot działa podobnie do ChatuGPT, tyle że ma bazę wiedzy o konkretnej firmie: czym się zajmuje, jakie ma usługi, jak wygląda oferta. Poza odpowiadaniem potrafi wykonać zadanie, na przykład zakwalifikować leada albo zarezerwować termin.

Agent AI to co innego.

– Agent jest dużo bardziej autonomiczny w porównaniu do chatbota – wyjaśnia młody pomysłodawca systemu.

Agent dostaje narzędzia i wiedzę o procesach firmy, a potem wykonuje zlecone zadania. Może pisać maile do klientów, umawiać wizyty, zarządzać kalendarzem czy robić research. Zakres zależy od tego, do czego zostanie dopuszczony.

– Sztuczna inteligencja jest mózgiem jednego i drugiego – dodaje Antoni.

Trzy przekonania, które blokują wdrożenia

W rozmowach z firmami wraca ten sam schemat.

– Firma chce mieć AI po to, żeby mieć, bo to teraz modne. Nie na tym rzecz polega – mówi Antoni Mnich.

Jego zdaniem sensowne wdrożenie zaczyna się nie od wyboru narzędzia, tylko od diagnozy. Firma musi wiedzieć, co zajmuje jej najwięcej czasu, co jest monotonne i który obszar realnie da się zautomatyzować. Bez tego wdrożenie jest trudniejsze, choć nie niemożliwe.

Trzy przekonania uważa za najbardziej szkodliwe.

Pierwsze: że AI zastąpi pracownika. Najczęściej nie zastępuje całego stanowiska, tylko automatyzuje jego część, a pracownik zamiast wykonywać powtarzalne zadania zajmuje się decyzjami, kontaktem z klientem albo pracą kreatywną.

Drugie: że wystarczy kupić dostęp do modelu.

– Firma może mieć najlepszy model na rynku i nadal wykonywać wszystkie procesy ręcznie – zauważa zdobywca stypendium.

Trzecie: że potrzebny jest duży budżet. Proste automatyzacje da się wdrożyć stosunkowo tanio, a bariera leży gdzie indziej.

– Problemem często nie jest koszt technologii, tylko brak pomysłu, co konkretnie warto zautomatyzować – stwierdza.

Co dalej?

Po maturze planuje studia, choć kierunku jeszcze nie wybrał. Wie tylko, że najchętniej powiązałby je z rozwojem fundacji. Cel na najbliższe lata określa bez patosu: coraz więcej wdrożeń w firmach, które dzięki temu oszczędzą czas i pieniądze.

– Firmy, które będą się nią posługiwały w mądry i przemyślany sposób, będą bardzo rozchwytywane – przekonuje o przyszłości sztucznej inteligencji Antoni Mnich.

W regionie, którego gospodarka opiera się na produkcji, przetwórstwie i firmach rodzinnych, kompetencje związane z automatyzacją procesów są dopiero na dorobku. Historia szesnastolatka, który nauczył się ich poza szkołą i zaczął od problemu we własnej rodzinnej firmie, pokazuje, od jak małych rzeczy to się zaczyna.

Młody Podlasianin 11 września 2026 r. odebrał stypendium. Projekt, za który je dostał, sukcesywnie publikuje kolejne posty.

Red. PP

Komentarze