Psyllos: Świat za 40 lat

Petros Psyllos, fot. Monika Woroniecka

Kadr z filmu „Powrót do Przyszłości”. Latający pociąg 

Obejrzałem film z roku 1960 pokazujący, jak będzie wyglądał świat technologii pod koniec ówczesnego tysiąclecia. Otóż widzimy tam dom obudowany wielkimi telewizorami stojącymi na skrzynkach, przypominających tylko z grubsza obecne komputery. Sieć złożona z szeregu kamer przemysłowych miała ułatwiać nam kupowanie nowych ubrań, wyświetlanie papierowych wydruków z konta bankowego (nikt nie wpadł na pomysł, że można konto bankowe przenieść w całości do świata wirtualnego) lub przygotowanie posiłków. Wszystko było obsługiwane przy pomocy ogromnych gałek, takich jak w starych radiowych odbiornikach lampowych. W odniesieniu do obecnego stanu rzeczy wygląda to trochę komicznie.

Nie zapominajmy, że podobnie śmiesznie prezentowały się przewidywania z jeszcze bardziej odległych lat, gdy na całym świecie wiodły prym maszyny parowe. Ówcześni prorocy kreślili przyszłość spowitą gęstą mgłą, buchającą z setek miniaturowych kominów silniczków parowych. Ich dzieci miały jeździć rowerami napędzanymi parowymi motorami. Nawet okna widzieli jako automatycznie otwierające się mechanizmy, czerpiące energię z małego kotła podgrzewanego węglem. Na szczęście teraźniejszość jest znacznie bardziej ciekawsza. Dlaczego przewidywanie przyszłości – o zgrozo! – sprawia nam tak ogromną trudność?

Bardzo interesujące jest to, że tamci wizjonerzy widzieli przyszłość jako swoją teraźniejszość, ale pomnożoną kilka lub kilkadziesiąt razy. Gdy w XVIII w. pojawiał się pewien trend w stosowaniu maszyn parowych, ówcześni przepowiadacze przyszłości brali do rąk ogromną „lupę przyszłości”. Obraz teraźniejszości pod lupą ulegał zwielokrotnieniu, pokazując, z czym będziemy mieli do czynienia za lat klika lub kilkadziesiąt. Jak się okazało, nie tędy droga, bo to nie wynalazki im znane kształtowały przyszłość, ale trendy społeczne i odkrycia niemożliwe wtedy do uchwycenia.

Jeszcze 70 lat temu nawet nikomu nie marzyły się komputery wielkości pudełka papierosów, które możemy zabrać ze sobą w dowolne miejsce. Albo sztuczna inteligencja, potrafiąca prowadzić elektryczne samochody Tesli. Jedno i drugie nie istniało nawet jako pojęcia, było czymś nie do ogarnięcia przez mózg ludzki. Nic dziwnego – żeby szukać, trzeba najpierw znaleźć. W tej krótkiej sentencji zawiera się meritum nawet najbardziej wyrafinowanej futurologii. Każda nasza myśl, każda fantazja opiera się na informacjach wcześniej nabytych. Bzdurą jest, że przyszłaby do głowy Panu Leonardowi da Vinci koncepcja Facebooka. Żył on bowiem w czasach, kiedy panowała jeszcze wśród uczonych fizyka pięciu żywiołów Arystotelesa: ognia, wody, powietrza, ziemi, eteru, z których zbudowany był wtedy cały świat… Przecież aby pojawił się Facebook, musiały najpierw powstać komputery, jak również sieci komputerowe, to znaczy urządzenia oparte na tranzystorach. A tranzystora z prymitywnego pomieszania ognia z ziemią nikt nie wymyśli, a tym bardziej nie zbuduje.

Należy zatem być czujnym, czytając oświadczenia niezliczonej maści przepowiadaczy przyszłości, jaki będzie porządek świata w roku trzytysięcznym. Może za 10 lat odkryjemy nieznane dotąd prawa fizyki, które pozwolą nam na łatwe i tanie otwieranie tuneli czasoprzestrzennych? Na nic wtedy rozwój kolejnych generacji samolotów, bo będą nieopłacane. Cóż stanie się, jeśli zapanujemy nad grawitacją i skonstruujemy deskorolkę taką jak w Powrocie do przyszłości, na której Marty McFly niestrudzenie mknie przez miasto?

Mówiąc o tych rzeczach wciąż obracam się w obszarze zjawisk, które mogę w jakiś sposób – nawet niesamowicie ogólny – opisać. Niewykluczone, iż pojawią się prawa całkowicie nieprzeczuwalne, dziś nieopisywalne przy pomocy posiadanych przez nas pojęć. Byłoby to na pewno bardzo ciekawe wydarzenie – historia przecież zna już takie przypadki. Nie tak znowu dawno mechanika kwantowa wywróciła całe pojmowanie rzeczywistości do góry nogami. Nikt jej wcześniej nie przewidział. Bo gdyby to zrobił… zostałaby po prostu pionierem w tej dziedzinie!

Uważam, że można przymknąć oko na nietrafione przepowiadanie twórców, albowiem zawsze przecież na czymś się wzorują. Łączą ze sobą mniej więcej pasujące do siebie kamyczki mozaiki, którą ktoś zaczął kiedyś tworzyć według pewnego schematu. Nie mogą odgadnąć, co będzie po środku mozaiki bez zbudowania wcześniejszych warstw, dlatego twórcom kultowego filmu z McFly’iem w roli głównej nie udało się przewidzieć zaistnienia telefonów komórkowych i Internetu. Wszystkie wiadomości w filmowej rzeczywistości 21 października 2015 r. były przekazywane faksem i za pośrednictwem wideorozmów. Potomkiem tych ostatnich stał się Skype, który nie jest w zasadzie aż tak doniosłą innowacją…

Dział Felietony wspiera Partner Sieńko i Syn Sp. z o.o. Autoryzowany Dealer Volkswagen. Przeczytaj kolejny na  http://przedsiebiorczepodlasie.pl/felietony/  Zdjęcia: Monika Woroniecka – fotografia biznesowa

Komentarze