Radosław Bańkowski, Rycar: Lubimy pomagać i prowadzić niesztampowe działania [NASZ WYWIAD]

dav

O akcjach wpisujących się w społeczną odpowiedzialność biznesu, pomysłach na nieszablonowe  przedsięwzięcia i zaangażowaniu w działania edukacyjne z Radosławem Bańkowski, pracownikiem białostockiej spółki motoryzacyjnej Rycar rozmawia Piotr Walczak.

Piotr Walczak, Przedsiębiorcze Podlasie: Wasza firma angażuje się w różne działania społeczne. Wspieracie festyny charytatywne czy zbiórki pieniędzy np. dla potrzebujących dzieciaków. Z tego co widzę, nie trzeba was specjalnie namawiać do włączania się w tego typu akcje.

Radosław Bańkowski, Rycar: To racja, lubimy pomagać i staramy się to robić jak najczęściej. Chcemy budować pozytywne relacje i zależy nam, by nie kojarzono nas wyłącznie z „naprawami aut” czy likwidacją szkód komunikacyjnych, tylko z naszym pozytywnym podejściem i chęcią pomagania. Przecież wszyscy jesteśmy ludźmi i nie żyjemy tylko pracą, a tego typu działania społeczne jednoczą! I nie tylko osoby z zewnątrz, ale też nas – wewnątrz – jako firmę.

Którą akcję wspominasz najmilej?

– Oj Piotrek, to bardzo ciężkie pytanie… Każda akcja jest robiona nie bez powodu i ma konkretny cel. Czy pomagamy małemu dziecku czy całej rodzinie, bądź grupie osób – z każdej z nich wyciągamy odrębne wnioski, które nas czegoś uczą. Dla przykładu: pomagaliśmy przy zbiórce pieniędzy na rzecz Grupy Ratowniczej Medival, zaangażowanie z naszej strony było rzeczywiście wielkie i chcieliśmy im pomóc jak najlepiej tylko się da, przecież to dzięki nim nasi kierowcy pomocy drogowej mają taką wiedze na temat pierwszej pomocy.

Oczywiście jest też coś, co mi najbardziej utkwiło w głowie. To Szlachetna Paczka z 2017 roku. Mieliśmy wtedy okazję obdarować starszą kobietę, która odeszła od swojego męża oraz pomagać przy rozwożeniu prezentów reszcie rodzin. NIEWYOBRAŻALNE przeżycie, przysięgam.

Odwiedziliśmy wtedy wiele potrzebujących osób. Na co dzień idziemy do sklepu, wkładamy towary do koszyka, wracamy, korzystamy z nich – norma, codzienność. A wyobraź sobie dzieci, które rozpakowują prezenty (wiadomo, że te prezenty nie wszystkie są opisane i dzieciaki jak się rzucają, to otwierają wszystko) i wyjmują np. makaron, potem biegną do mamy krzycząc „patrz mamo, będziemy mieli makaron” – taki przykład, emocje nie do opisania, coś co dla nas jest codziennością, oni traktują jako jakiś dar czy prezent. Chyba więcej nie muszę mówić.

Rycar pomaga niestandardowo – zamiast oddania samych pieniędzy, co jest najprostsze, organizujecie pokazy, edukujecie…

– Zgadza się, żadne pieniądze nie zastąpią wiedzy, aczkolwiek one, też są potrzebne, nie ma co ukrywać. Dlatego przekazujemy vouchery czy inne gadżety na licytacje, lecz zawsze jako priorytet staramy się przekazać ludziom wiedzę. Przypadki chodzą po ludziach, tak że lepiej, aby w razie krytycznej sytuacji zachować zimną krew i wiedzieć, jak się zachować, by pomóc. Jasne, że prościej by było przelać pieniądze na konto i zniknąć, ale to nie w naszm stylu, działamy niestandardowo. Myślę, że to jest coś, co nas wyróżnia na tle pozostałych.

Wpisujecie się w definicję społecznej odpowiedzialności biznesu. Jeśli już coś robicie, to jest to pomysł wyłącznie właścicieli firmy, czy jednak jako pracownicy planujecie tego typu inicjatywy z nimi wspólnie?

– Masz rację, zgadza się. I – co lepsze – zrobiliśmy to zupełnie nieświadomie. W związku z budową nowej siedziby firmy nasz szef jest mocno obciążony obowiązkami. Dlatego, jeśli coś spływa bezpośrednio do niego, dostajemy temat z automatu, natomiast jeśli sami coś znajdziemy, bądź ktoś do nas się zwróci z prośbą, wtedy robimy plan działania, jakąś koncepcję i z konkretami idziemy po akceptację do szefa.

Czasami jednak są smutne momenty, kiedy okazuje się, że mimo starań i zaangażowania wielu firm i podmiotów, zebrania dużej sumy pieniędzy, nie udaje się kogoś uratować. Wiesz, o czym mówię…

– Tak, wiem… Zapewne o historii małego Filipka, któremu mieliśmy przyjemność pomagać podczas festynu w Wasilkowie. Niestety, to są czynniki, na które nie mamy wpływu i mimo szczerych chęci i zaangażowania nie możemy zrobić nic więcej. Strasznie przykra wiadomość.

13 stycznia, w niedzielę, będziecie wspierać WOŚP w Białymstoku, organizując na Rynku Kościuszki pokazy ratownictwa drogowego. Przybliż proszę, co się będzie działo.

– Oczywiście, nie mogło nas tam zabraknąć. Zorganizujemy pokazy ratownictwa drogowego. Zaangażowaliśmy wiele jednostek, by jak najbardziej urealnić prawdziwe zdarzenie drogowe. Wspierać nas będzie m.in. Uniwerstal, Grupa Ratownicza Nadzieja, OSP Wasilków, OSP Jurowce, policja oraz pan Jacek Dobrzyński. Zresztą też będziesz współprowadził te pokazy.

Pierwszy pokaz rozcinania auta zaczyna się o godzinie 14. Później będzie tzw. czas wolny, gdzie będzie można skorzystać z symulatora zderzenia, który nam udostępniła policja, szkolenia z udzielania pierwszej pomocy prowadzone przez Nadzieję oraz OSP Wasilków i Jurowce, które chętnie zaprezentują swój sprzęt. Z każdym z nas będzie można porozmawiać i wymienić się poglądami, zatem serdecznie zachęcam do aktywnego udziału.

A już o 16.30 ruszymy z kolejnym pokazem. Tym razem będzie to symulacja zderzenia dwóch aut, gdzie jedna z osób poszkodowanych będzie zakleszczona w samochodzie. Całość ma pokazać, jak ważna jest koordynacja wszystkich służb na miejscu zdarzenia.

Wasi kierowcy lawet – to ewenement na skalę województwa, a może i kraju – są przeszkoleni z zakresu udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej i wyposażeni w bardzo mocno rozbudowane apteczki. Były już przypadki, że ta wiedza i umiejętności musiała im się przydać?

– Racja, to jest ewenement. Ale widzisz Piotrek, jak sama nazwa wskazuje: pomoc drogowa to ma być POMOC a nie bierne uczestnictwo w postaci obserwowania i oczekiwania na łatwy zarobek. Jako że nasi kierowcy nieraz pojawiają się jako pierwsi na miejscu zdarzenia, niezbędne jest specjalne przeszkolenie! Muszą znać podstawy udzielania pierwszej pomocy, muszą wiedzieć jak zabezpieczyć teren, to jest kwestia bezsporna! Kładziemy duży nacisk na wiedzę naszych kierowców i tak jak wspomniałeś – sprzęt. Oczywiście, że zdarzały się przypadki, gdy mogli, choć może to zabrzmi niestosownie, zaprezentować swoje umiejętności. A reakcja obserwatorów? Szok! Czujemy dumę wiedząc, że posiadamy w swojej załodze profesjonalistów.

Na koniec spytam o rozwój. Rycar się rozrasta i buduje nową siedzibę. Kiedy planujecie przeprowadzkę?

– Oby jak najszybciej (śmiech – red.), a tak realnie, myślę że to będą okolice trzeciego kwartału tego roku. Zależy nam, żeby to było jak najszybciej, ponieważ przy takiej ilości pracy jaką mamy teraz, obecna siedziba jest dla nas po prostu za ciasna, tam będziemy mogli w pełni rozwinąć swoje skrzydła.

Dziękuję za rozmowę.

Radosław Bańkowski
Specjalista ds. klientów kluczowych i kierownik transportu w białostockiej firmie motoryzacyjnej Rycar. Jego zainteresowania to oczywiście wszystko, co ma koła i silnik. Jest pasjonatem motoryzacji i tego, co z nią związane. Ponadto lubi dobrą muzykę i podróże. Jego przygoda w firmie trwa już ponad dwa lata.

Komentarze