Raz w roku rusza w świat z wytatuowanymi na nadgarstku współrzędnymi Białegostoku. Poznajcie Kamila Kartowicza

Na co dzień analizuje dane liczbowe w białostockim Overs. Dla firm z całego kraju realizuje kampanie reklamowe w wyszukiwarce Google. Rok temu znalazł się nawet w elitarnym gronie 30 polskich trenerów  Google AdWords. Kamil Kartowicz ostatnie 35 dni spędził poza domem. Był w dwunastu miastach, pięciu krajach. To co przeżył i zobaczył w Wietnamie, zapiera dech w piersiach. Taką ucieczkę od „tu i teraz” planuje co najmniej raz w roku. W ubiegłym zrealizował swoje marzenie o zwiedzeniu Stanów Zjednoczonych. Przeglądając jego fotograficzną relację z podróży, mam wrażenie, że realizuje marzenia za wielu z nas. W imieniu wielu z nas. Nawet jeśli nie stać nas na taką eskapadę – ze względów finansowych lub zwyczajnie z braku odwagi – Kamil spełnia trochę nasze marzenia, za nas. Daje nam wszystkim nadzieję, że też możemy postawić sobie trudny cel i go osiągnąć. Też możemy zmienić swój świat na 35 dni.

Grzegorz Grzybek: Co sprawia, że dorosły gość odcina się od swojego świata i zmienia go na Wietnam?

Kamil Kartowicz, Overs: W głównej mierze to sposób, aby dowiedzieć się więcej o danym kraju, na żywo zobaczyć  interesujące miejsca, sprawdzić jak żyją tam ludzie. Przy okazji naładować baterie na kolejny rok pracy, odcinając się na dłuższy czas od codziennej rutyny.

Jest to też forma sprawdzenia siebie, swoich umiejętności w zakresie organizacji i planowania, poruszania się w nowym, obcym środowisku, radzenia sobie w trudnych sytuacjach.

Jednocześnie to niewątpliwie moja pasja i od zawsze wiedziałem że jest to coś co chcę robić w przyszłości, studia nieprzypadkowo wybrałem w tym kierunku, a w pierwszą wyprawę „w świat” wybrałem się zaraz po 18 urodzinach.

Na co dzień jesteś jednym z najbardziej cenionych w kraju specjalistów od marketingu w Google. Wiele sklepów internetowych uzależnia swoją sprzedaż od Twojej pracy. Jak radzą sobie w tym czasie bez Ciebie?

śmiech Bez przesady, wprawdzie faktycznie czuję się mocny w tym co robię, ale nie wiem czy zasłużyłem już na taką nobilitację. Niemniej dzięki za miłe słowa.

Co do pytania, nie byłoby to możliwe bez udziału mojego przyjaciela i wspólnika z którym prowadzimy firmę Overs i całego zespołu ludzi, którzy na co dzień z nami pracują. Moja praca dotyczy przede wszystkim aspektów technicznych, co jest o tyle korzystne, że znaczną część obowiązków mogę wykonywać zdalnie, a w trakcie pokonywania kolejnych kilometrów jest wiele momentów, które mogę zamienić na roboczogodziny.

Każda moja dłuższa nieobecność poprzedzona jest fazą przygotowań w której staramy się odpowiednio zoptymalizować trwające kampanie, zakończyć rozpoczęte projekty, zautomatyzować niektóre procesy w kampaniach Google Adwords. Zdarza się też że zdalnie prowadzimy rozmowy z klientami w formie wideokonferencji, więc w zasadzie dopóki jakość naszej pracy nie spada, moja nieobecność na miejscu nie stanowi większego problemu.

W podobne podróże wyjeżdżasz raz w roku. Które kraje masz już zaliczone?

Nie oznacza to jednak, że na tym koniec. Jeżeli pojawia się dobra oferta na bilety do miejsca, które chciałbym zobaczyć, to raczej ciężko mi sobie odmówić. Wykorzystuję w miarę możliwości weekendy. Kilka dni to też dobry czas na szybki „city break” i odwiedzenie choćby jednego miasta w innym kraju.

Na przestrzeni ostatnich kilku lat udało mi się odwiedzić część Europy – Litwę, Estonię, Finlandię, Ukrainę, Niemcy, Czechy, Słowację, Włochy, Anglię, Hiszpanię, Francję, Austrię, Węgry, Holandię, Belgię, Południowo-Wschodnią Azję – Tajlandię, Indonezję, Malezję, Singapur, Kambodżę, Wietnam, Laos. W Ameryce Północnej Stany Zjednoczone, a na Bliskim Wschodzie Izrael i Egipt.

Od dwóch lat dość mocno „choruję” na Azję i po drugiej wyprawie już wiem że na pewno na tym się nie skończy. Z moich ulubionych miejsc na pewno mogę polecić Indonezję, Kambodżę, Wietnam i Tajlandię nie tylko ze względu na atrakcyjne ceny, ale przede wszystkim niesamowicie przyjaznych i otwartych ludzi, przepiękne miejsca i wyśmienitą kuchnię.

Współrzędne geograficzne domu na nadgarstku Kamila Kartowicza

W dalszym ciągu zastanawiam się co sprawia, że taki analityczny umysł, który – niemal jak księgowy – cały dzień siedzi w cyferkach i tabelkach, nagle buntuje się przeciwko tej rzeczywistości i rusza w tak ciężką podróż.

Na rynku działamy nieprzerwanie od 2010 roku. Zrealizowaliśmy w tym czasie ponad 200 przeróżnych kampanii dla firm z Polski i całego świata. Choć każdy prowadzony przez nas projekt jest inny to siłą rzeczy po tylu latach zauważasz, że popadasz w pewien nieznośny schemat i powtarzalność działań.

To nie jest do końca bunt, bo praca nadal sprawia mi olbrzymią satysfakcję, ale zmiana środowiska to świetny sposób na reset, odświeżenie głowy i  powrót za biurko z entuzjazmem. Po pewnym czasie uświadamiasz sobie, że wygodne krzesło przed monitorem ma jednak swoje zalety śmiech

Przy tym wszystkim jest to też sposób na poszukiwanie swojego ulubionego miejsca na przyszłość. Obecnie to niemożliwe, ale wciąż intrygująca wydaje mi się perspektywa pracy z poziomu plaży i hamaka.

Twoje podróże to nie jakieś tam leżenie nad basenem hotelowym, tylko ostry survival.

Zdarza mi się co pewien czas wyjeżdżać też na typowo hotelowe pobyty, ale to nie jest to co sprawia mi największą frajdę. Niestety nie mogę zbyt długo usiedzieć w jednym miejscu. Moi znajomi twierdzą, że jestem chodzącym ADHD, więc mimo iż zdarza mi się poświęcić niekiedy dzień lub dwa na krótki relaks, to generalnie jakiekolwiek leżenie gdziekolwiek – dłużej niż to konieczne – jest całkowicie nie do zaakceptowania!

Podczas ostatniego miesiąca przykładowo nocowałem w 12 różnych miastach, w 5 krajach, w ciągu 35 dni. Pokonałem blisko 45 tysięcy kilomentrów – samolotem, autobusem, pociągiem, łodzią, skuterem oraz pieszo. Ciężko było znaleźć nawet jeden bezproduktywny dzień. Jeżeli masz tylko miesiąc, a chcesz wycisnąć z niego jak najwięcej, wymaga to dość dużej mobilności.

Podczas wyjazdu nie obeszło się bez niebezpiecznych sytuacji. Tutaj Kamil w szpitalu po wypadku na motorze
fot. Kamil Kartowicz

Spędzasz miesiąc w obcym kraju, w wielu nowych miejscach. Choć raz udało Ci się uniknąć jakichś niebezpiecznych sytuacji?

Takich sytuacji podczas opuszczania utartych szlaków turystycznych czasami nie sposób uniknąć. Grunt to być czujnym i przewidywać co może się wydarzyć. Z takich które utkwiły mi w pamięci… na pewno poziom adrenaliny rośnie, gdy przed zapadnięciem zmroku uświadamiasz sobie, że zgubiłeś się w dżungli. Uciekasz od stada agresywnych psów lub małp, trafiasz na zamieszki w centrum miasta, miejscowi grożą Ci bronią lub tracisz portfel z jedyną opcją dostępu do gotówki w postaci karty kredytowej. I to w połowie podróży.

Ciśnienie skacze też nieraz z powodu własnych błędów i zaniedbań w planowaniu. Przykładowo szabat w Izraelu może mocno pokrzyżować plany jeżeli chodzi o dotarcie na lotnisko na czas.

Faktycznie, nie zawsze bywa wesoło i bezpiecznie, ale z drugiej strony to właśnie przygody – dobre czy złe – są esencją podróżowania, powodują że kolejnym razem jesteś bardziej przezorny. Przy okazji jest też o czym opowiadać, a jak to się mówi: „trzeba kolekcjonować mocne wrażenia”.

Wytłumacz w dwóch słowach na czym polega Twoja praca. Jesteś specjalistą od kampanii AdWords w wyszukiwarce Google.

Jako agencja jesteśmy Partnerem Google w zakresie programu Google AdWords. To swoisty kombajn do prowadzenia marketingu w Internecie. W prostych słowach pozwala w szczególności na pozyskiwanie dobrej jakości ruchu na strony internetowe, a co za tym idzie, generowanie sprzedaży.

Osobiście jestem odpowiedzialny za budowę kampanii oraz optymalizację czyli takie jej ustawienie, które zapewni największe zyski przy jak najniższym koszcie. To głównie praca oparta na analizie danych liczbowych, które mówią o tym w które kanały, słowa kluczowe, reklamy, miejsca, czy odbiorców najlepiej inwestować budżet reklamowy.  

Za chwilę powrót do Polski, Białegostoku. Jakie to uczucie? (rozmawiamy przed jego powrotem do Polski)

Ostatnie dni przed powrotem to zawsze pewnego rodzaju nostalgia i czas na podsumowanie wszystkich niesamowitych doświadczeń z ostatnich tygodni. Nie jest to oczywiście tak, że nie cieszę się na powrót do rzeczywistości. Po wielu kilometrach zaczyna już na pewno jej w pewnym sensie brakować, ale gdy kolejne przystanki na drodze powrotnej witają mnie coraz niższą temperaturą – mimo całej euforii z powrotu do własnego łóżka – w głowie zaczyna rodzić się już pragnienie posiadania biletu na kolejny wyjazd.

Komentarze