Czy autor z Podlasia może budować rozpoznawalną markę poza największymi wydawniczymi ośrodkami? Jak wygląda droga od pomysłu do wydania książki i dlaczego Białystok stał się miejscem mrocznej historii opisanej w „Bestii”? Rozmawiamy z Mariuszem Matanem – pochodzącym z Sejn pisarzem, ekonomistą i nauczycielem, który opowiada o kulisach tworzenia swojej powieści, pracy nad napięciem, psychologii bohaterów oraz o tym, czy dziś łatwiej napisać książkę, czy sprawić, by dotarła do czytelników.
POLECAMY – informacje o książce: Autor z Sejn wraca z mroczną historią. „Bestia” z akcją w Białymstoku
Piotr Walczak, Przedsiębiorcze Podlasie: Pochodzi pan z Sejn, a akcję książki osadza w Białymstoku. Co sprawiło, że właśnie Podlasie stało się dla pana tłem dla tej historii?
Mariusz Matan: Białystok nie pojawił się w tej historii przypadkiem. To miasto, z którym jestem związany, ponieważ studiowałem tam i do dziś mam do niego duży sentyment. Z jednej strony jest spokojne, znajome, wręcz zwyczajne, z drugiej tworzy idealne tło dla opowieści, w której coś zaczyna się stopniowo wymykać spod kontroli. Chciałem pokazać, że takie historie nie dzieją się wyłącznie w wielkich, anonimowych metropoliach. Czasem rozgrywają się właśnie tam, gdzie wszystko wydaje się bezpieczne, a przez to zło najłatwiej pozostaje niezauważone.
Jak pracuje się z realnym miastem jako „bohaterem” powieści? Łatwiej, czy trudniej niż budowanie całkowicie fikcyjnego świata?
– W zasadzie, w mojej ocenie nie da się zbudować całkowicie fikcyjnego świata, a w tym przypadku – miasta. Każda powieść powstaje na kanwie inspiracji z rzeczywistego zdarzenia, miejsca lub postaci, która naprawdę istniała. Wobec tego świat, nawet z pozoru fikcyjny, budowany jest przez autora jako odzwierciedlenie tego rzeczywistego. Autorzy świadomie lub nie wplatają w swoich powieściach to, co przeżyli, zobaczyli itd. Nie da się inaczej. Niektórzy robią to otwarcie, inni maskują na przykład swój wizerunek, jako odbicie w danej postaci. Miałem tutaj łatwość, bo otwarcie wskazałem i opisałem miejsca znane białostoczanom, szczególnie w „Zasłużyłeś”. W „Bestii niektóre miejsca podkoloryzowałemna potrzeby fabuły.
Jak wyglądała droga od pomysłu do wydania książki? Co było najtrudniejsze na początku?
– Droga od pomysłu do wydania „Bestii” była długa i wymagała cierpliwości. Na początku pojawiło się poczucie chęci, a nawet konieczności kontynuowania tej historii. Stwierdziłem, że „Zasłużyłeś” była preludium do tego, co miało nastąpić w „Bestii”. Później miałem zarys historii, który z czasem trzeba było zamienić w spójną, dobrze poprowadzoną fabułę. Najpierw powstawał ogólny kierunek, następnie kolejne wątki, nowe postaci i ich wzajemne zależności, nowe profesje.
W zasadzie najtrudniejszy był początek, bo to właśnie wtedy trzeba było znaleźć właściwy ton całej historii. Później wszystko zaczęło żyć własnym życiem i sam byłem ciekawy, co się wydarzy na kolejnych kartach powstającej powieści. Wiedziałem, że nie chcę napisać zwykłego kryminału, tylko opowieść, w której ważną rolę odgrywa psychologia, napięcie i niepewność. Trzeba było więc dobrze wyważyć tempo, zbudować wiarygodny klimat i sprawić, żeby całość od początku trzymała czytelnika w napięciu.
Dużym wyzwaniem było też uporządkowanie samej konstrukcji fabuły. W takich historiach łatwo zgubić logikę wydarzeń albo za szybko odkryć wszystkie karty. Dlatego sporo pracy wymagało połączenie pomysłu z odpowiednią formą tak, żeby historia była jednocześnie wciągająca, spójna i zaskakująca.
Jest pan ekonomistą i nauczycielem. Jak te doświadczenia przekładają się na tworzenie historii i bohaterów?
– Moje zaplecze zawodowe w naturalny sposób przenika do pisania. Wykształcenie ekonomiczne uczy porządkowania myśli, analizowania zależności i rozumienia, że za każdą decyzją stoją konkretne mechanizmy. To podejście pomaga mi konstruować fabułę w sposób spójny, oparty na logice, a nie przypadku.
Z drugiej strony praca w szkole to nieustanne obcowanie z ludźmi – ich reakcjami, emocjami, sposobem myślenia. Ta codzienna obserwacja daje mi ogromny materiał do budowania postaci, które nie są jednowymiarowe, tylko bliższe rzeczywistości.
Pisząc staram się więc balansować między analizą a intuicją, między schematem a żywym człowiekiem. Dzięki temu historie, które tworzę, mają nie tylko angażować, ale też sprawiać wrażenie prawdopodobnych – zarówno na poziomie wydarzeń, jak i psychologii bohaterów.
Czy pisanie książek to wciąż przede wszystkim pasja, czy już świadomie budowana ścieżka zawodowa?
– Na tym etapie to wciąż bardziej pasja. Pisanie daje mi dużą satysfakcję, ale też przestrzeń do myślenia i tworzenia czegoś własnego. Kiedyś moja żona powiedziała mi, abym pisał, by dawać ludziom szczęście.
Każda kolejna książka to doświadczenie, nauka i próba rozwijania warsztatu. Chciałbym, żeby z czasem stało się to czymś więcej niż tylko pasją, ale jednocześnie zależy mi, żeby nie stracić tego pierwotnego podejścia – autentyczności i swobody w tworzeniu. Póki co, fajnie jest po prostu być na rynku wydawniczym i z każdą kolejną książką docierać do nowych czytelników.
Jak wygląda dziś „biznes autora” z Podlasia – czy da się budować markę pisarską poza największymi ośrodkami?
– Dziś miejsce zamieszkania ma dużo mniejsze znaczenie niż jeszcze kilkanaście lat temu. Dzięki internetowi, mediom społecznościowym i sprzedaży online autor nie jest już uzależniony od dużych ośrodków. Markę pisarską buduje się przede wszystkim poprzez komunikację z czytelnikami, a ta odbywa się w dużej mierze w przestrzeni cyfrowej.
Paradoksalnie mniejsze regiony, takie jak Podlasie, mogą dawać pewną przewagę. Łatwiej tu o autentyczność, spokój do pracy i wyraźną tożsamość, która wyróżnia autora. W dużych miastach wszystko jest bardziej anonimowe, a konkurencja ogromna. W mniejszym środowisku łatwiej zbudować rozpoznawalność, zarówno lokalnie, jak i później przenieść ją na szerszy poziom.
Oczywiście są też wyzwania. Brakuje bezpośredniego dostępu do branżowych wydarzeń, spotkań czy środowiska wydawniczego, które często koncentruje się w Warszawie, Krakowie czy Poznaniu. Dlatego trzeba być bardziej aktywnym i samemu szukać kontaktów, wychodzić do czytelnika, budować swoją obecność krok po kroku.
Co było trudniejsze na pana drodze: napisanie pierwszej książki czy dotarcie z nią do czytelników?
– Zdecydowanie trudniejsze okazało się dotarcie z książką do czytelników. Sam proces pisania był oczywiście wymagający, ponieważ musiałem zmierzyć się z pomysłem, konstrukcją fabuły i wszystkimi wątpliwościami, które pojawiają się przy debiucie. Jednak na tym etapie ma się całkowitą kontrolę.
Natomiast moment, w którym książka wychodzi poza moją „szufladę” to zupełnie inna rzeczywistość. Pojawia się kwestia widoczności, promocji, konkurencji i dotarcia do odbiorcy, który na co dzień ma ogromny wybór. To etap, w którym sam fakt istnienia nowej książki to za mało. Trzeba jeszcze sprawić, by ktoś po nią sięgnął.
Jak reagują czytelnicy z regionu – czy dla nich to dodatkowa wartość, że akcja dzieje się „u nich”?
– Zdecydowanie tak. Dla wielu czytelników z regionu to coś więcej niż tylko tło wydarzeń. Pojawia się element rozpoznawalności: miejsca, które znają, ulice, które mijają na co dzień, przestrzeń, która nagle przestaje być anonimowa. To sprawia, że historia staje się bliższa i bardziej „namacalna”.
Często słyszę, że właśnie to buduje dodatkowe napięcie i wywołuje jeszcze większe emocje, bo jeśli coś dzieje się w miejscu, które jest znajome, to łatwiej wyobrazić sobie, że taka historia mogłaby wydarzyć się naprawdę. Ta bliskość działa na wyobraźnię znacznie mocniej niż najbardziej egzotyczna lokalizacja.
Myślę, że dla czytelników z regionu to nie tylko ciekawostka, ale realna wartość – coś, co pozwala im wejść w tę historię jeszcze głębiej i spojrzeć na znaną przestrzeń z zupełnie innej perspektywy.
Historia „Bestii” opiera się na napięciu i niepewności – co było dla pana kluczowe przy budowaniu tej intrygi?
– Najważniejsze przy konstruowaniu tej historii było dla mnie zbudowanie u czytelnika stałego poczucia niepewności. Nie chciałem tworzyć prostego schematu śledztwa, w którym wszystko przebiega w sposób przewidywalny dla czytelnika. Bardziej interesowało mnie pokazanie mechanizmów błędu, manipulacji i tego, jak łatwo można uwierzyć w kontrolę, która w rzeczywistości jest tylko złudzeniem. Motyw naśladowcy czy możliwej pomyłki pozwala podkreślić, jak krucha bywa pewność i jak niewielki krok dzieli rozwiązanie sprawy od jej pozornego zakończenia.
Równie istotne było wejście głębiej w psychikę bohaterów i stworzenie sytuacji, w której śledczy zaczynają podważać nie tylko zebrane dowody, ale też własne osądy. Dzięki temu historia nabiera dodatkowej warstwy.Przestaje być wyłącznie opowieścią o tym, kto stoi za zbrodnią, a staje się pytaniem o to, czy prawdę w ogóle da się jednoznacznie uchwycić.
Dla kogo jest „Bestia” – dla fanów klasycznego kryminału, czy bardziej dla czytelnika szukającego psychologicznej historii?
– Myślę, że „Bestia” może zainteresować oba typy czytelników, ale najmocniej trafi do tych, którzy lubią historie wykraczające poza samą zagadkę kryminalną. Z jednej strony jest tu śledztwo, napięcie i pytanie o sprawcę, więc czytelnik kryminału znajdzie coś dla siebie. Z drugiej jednak równie ważne są psychologia postaci, manipulacja, niepewność i gra pozorów, a więc elementy, które bardziej kierują książkę w stronę thrillera psychologicznego.
Dlatego powiedziałbym, że to książka dla czytelnika, który lubi klasyczne elementy kryminału, ale oczekuje czegoś więcej – historii, która nie kończy się wraz z rozwiązaniem zagadki, tylko zostawia go z pytaniami i skłania do refleksji.
Jakie reakcje czytelników najbardziej pana zaskoczyły i czy pisząc, ma pan w głowie konkretnego odbiorcę?
– Najbardziej zaskakują mnie te reakcje, w których czytelnik mówi mi, że po książce długo nie potrafił wrócić do „normalnego” myślenia o bohaterach i generalnie jeszcze długo trawił to, co wydarzyło się w tej historii. Kiedy ktoś przyznaje, że zaczął podejrzewać wszystkich, analizować drobiazgi albo wracać do pewnych scen już po skończeniu lektury, wiem, że historia naprawdę zadziałała. Zaskoczeniem były też momenty, kiedy czytelnik widział w lekturze coś własnego, tj. własny lęk, inną prawdę, inną warstwę niż ta, którą ja miałem na myśli. To znaczy, że opowieść nie zatrzymała się na papierze i totalnie go pochłonęła. No i może jeszcze jedna reakcja, która zapadła w mojej pamięci, a mianowicie jedna z czytelniczek (moja sąsiadka) powiedziała mi, że właśnie kończy czytać „Bestię” i przedłuża ten proces jak tylko może. Delektuje się nią i nie chce kończyć, bo jest tak dobra i dawno nie czytała czegoś tak interesującego.
Moje książki jak dotąd pisałem z myślą o czytelniku, który lubi, kiedy książka nie prowadzi go za rękę, tylko zostawia tropy i zmusza do bycia uważnym, aby zrozumieć historię i właściwie zinterpretować to, co w niej zawarte. Myślę o odbiorcy, który nie szuka gotowych odpowiedzi, lecz historii, po której coś zostaje pod skórą: niepokój, pytanie, cień wątpliwości, itd.
Nad czym pan teraz pracuje? Możemy spodziewać się kolejnej historii związanej z naszym regionem?
– Pozwolę sobie odpowiedzieć na to pytanie w taki sposób: Być może… Nie potwierdzam, nie zaprzeczam 😉
Dziękuję za rozmowę.
O książce „Bestia”
„Bestia” to thriller psychologiczno-kryminalny, którego akcja rozgrywa się m.in. w Białymstoku. Historia opiera się na napięciu, niepewności i grze pozorów, prowadząc czytelnika przez świat śledztwa, manipulacji i pytań, na które nie zawsze istnieją jednoznaczne odpowiedzi. Autor stawia nie tylko na kryminalną zagadkę, ale również na psychologię bohaterów i atmosferę, która ma pozostać z czytelnikiem jeszcze długo po zakończeniu lektury. Książka jest kontynuacją wcześniejszej historii „Zasłużyłeś”, rozwijając wydarzenia i wątki znane czytelnikom poprzedniej części.
Red. PP


