Tomasz Piesiecki: walczący społecznik, który nigdy się nie poddaje [SZCZERA ROZMOWA]

Tomasz Piesiecki

Jest białostoczaninem, po 30-ce, wiceprezesem fundacji Megafon. Od niewiele ponad trzeciego roku życia porusza się na wózku inwalidzkim – potrącił go samochód, a kierowca nie miał ubezpieczenia OC, co po latach skutkowało wyczerpaniem się puli odszkodowawczej. Walka o samo życie trwała długo. Potem była kolejna, także wygrana – o zmiany w prawie, by tacy poszkodowani nie zostawali nagle bez środków do życia. I tak: po trzech latach batalii sumy gwarancyjne na odszkodowania czy renty zostały podwyższone. Tomasz Piesiecki na co dzień pomaga innym: ludziom, którzy zostali pokrzywdzeni przez los, nieludzkie wręcz przepisy czy twardogłowych urzędników. Jego działalność można porównać do sprawnie funkcjonującej firmy, z drobną różnicą – zyski trafiają nie na konto zarządcy, te mają być bezpośrednim przełożeniem na poprawę sytuacji tych, na rzecz których prowadzone są konkretne działania.

Przedsiębiorcze Podlasie: Jak zaczęła się twoja przygoda z Megafonem?

Tomasz Piesiecki: Jestem osobą niepełnosprawną od wielu lat. Jako trzyletni chłopiec zostałem potrącony przez samochód. Od tego czasu poruszam się na wózku inwalidzkim. Moje życie, jako osoby niepełnoprawnej, nie należało do najłatwiejszych i już jako nastolatek wiedziałem, że będę robił wszystko, aby ułatwić codzienne funkcjonowanie osób z niepełnosprawnościami, seniorów, samotnych matek. I robiłem to, raz miałem mniejsze, raz większe sukcesy. Jednym z nich była budowa windy na Uniwersytecie w Białymstoku – na Wydziale Ekonomii i Zarządzania.

Jestem absolwentem tej uczelni. Gdy szedłem na studia, żadna publiczna uczelnia nie była przystosowana do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. Na pierwszym roku studiów koledzy pomagali mi pokonywać schody. Równolegle rozmawiałem z władzami uczelni na temat możliwości budowy windy. Otrzymałem odpowiedź, że uczelnia już wiele lat starała się o budowę windy, lecz jest potrzebna zgoda konserwatora zabytków, który nie wyrażał zgody, ponieważ budynek jest zabytkiem. Nie poddałem się, tylko zaoferowałem swoją pomoc władzom uczelni w staraniach o uzyskanie takiej zgody.

I udało się! Wraz z władzami uczelni uzyskaliśmy niezbędne dokumenty i będąc na drugim roku studiów kondygnacje pokonywałem już samodzielnie. Dzięki temu inne osoby z niepełnosprawnościami, w tym przypadku osoby z niepełnosprawnościami ruchowymi, mogą tam studiować.

Podejmowałem się różnych wyzwań, w tym zmiany przepisów dotyczących osób poszkodowanych w wypadkach komunikacyjnych.

Dwa lata temu los postawił przede mną osoby, które również działały społecznie, wtedy zaczęliśmy rozmawiać nad założeniem fundacji. I tak to się zaczęło.

Czym konkretnie się zajmujecie?

– Fundacja Megafon jest organizacją powołaną do reprezentowania interesu obywateli i dbania o sprawy zwykłych ludzi. W naszej działalności udzielamy pomocy interwencyjnej, promujemy wzmacnianie form kontroli obywatelskiej nad organami władzy, działamy na rzecz osób zagrożonych wykluczeniem oraz angażujemy się w sprawy ważne dla każdego z nas.

Fundacja realizuje swoją misję poprzez projekty o charakterze generalnym, skierowane do nieograniczonej liczby odbiorców, jak publikacje, poradniki wideo, konferencje, bazy informacji, prowadzenie punktów pomocy oraz działania lokalne odpowiadające na potrzeby konkretnych osób – szkolenia, projekty aktywizacyjne, raporty tematyczne, spersonalizowane inicjatywy.

Ja, jako wiceprezes fundacji oraz mieszkaniec Podlasia, ze względu na fakt, że jestem osobą niepełnosprawną, skupiam się na działaniach pomocowych.

Zrealizowaliśmy takie projekty, jak konsultacje rehabilitacyjne dla dzieci z SMA i MPD, pomoc prawną dla pana Anatola z Białegostoku, któremu groziła bezprawna eksmisja, warsztaty fizjoterapii ruchowej, wypożyczalnia sprzętu ortopedycznego – przede wszystkim wózków inwalidzkich, wsparcie dla uchodźców wojennych z Ukrainy. Przeprowadziliśmy również interwencyjną naprawę elektrycznego wózka inwalidzkiego w w Wielką Sobotę. Prowadzimy też akcję #megafonwatch – pozyskujemy informacje o działaniach, inwestycjach, zatrudnieniu i wynagrodzeniach w urzędach gmin wiejskich, wiejsko-miejskich oraz miejskich.

Jednym z większych sukcesów jest zmiana przepisów – 0% VAT na zagraniczne leki ze zbiórek publicznych. Bo, przypomnę, wraz z odwołaniem stanu epidemii zniesiona została zerowa stawka VAT na niektóre produkty lecznicze. Dla pacjentów, którzy prowadzą zbiórki na terapie nierefundowanymi w Polsce lekami, oznaczało to spore podwyżki kosztów leczenia.

Prowadziliśmy także szkolenia dla seniorów w czasie pandemii koronawirusa, a obecnie jesteśmy w placówkach oświatowych, by wyjaśniać młodzieży, na czym polega niepełnosprawność – to zajęcia edukacyjne, mające budować wrażliwość, zrozumienie i szacunek do drugiego człowieka.

To, co robisz, niewiele różni się od pracy menadżera w rozwijającym się, ale też i dobrze funkcjonującym biznesie. Tymczasem niejednemu się wydaje, że działalność w organizacji pozarządowej to „lekka robota po godzinach”…

– Zależy, jak do tego podejść. Oczywiście, może to być „lekka robota po godzinach”, jeśli się nie stawia na jakość. W rzeczywistości jest to ciężka praca bez unormowanych godzin pracy, co jest jeszcze bardziej uciążliwe. Okazuje się, że tak naprawdę, chcąc realizować wiele ambitnych projektów, jak również nieść pomoc osobom, które tego potrzebują, trzeba poświęcić na to mnóstwo czasu, wysiłku, energii chęci oraz wolnego, prywatnego czasu.

Podobnie jak w biznesie – początki są ciężkie, więc angażujemy się na 120% albo tracimy czas na coś, co i tak nie będzie miało szansy się rozwinąć.

Sprawnie funkcjonująca organizacja jest jak prężna firma, z tym, że tu nie chodzi o wypracowywanie zysków. Jakie jeszcze widzisz podobieństwa i różnice?

– Sprawnie funkcjonująca organizacja jest jak prężna firma, którą trzeba cały czas rozwijać. W organizacji pozarządowej chodzi o wypracowanie zysków, z taką tylko różnicą, że w firmie chodzi o zyski finansowe – w organizacji stawiamy na zyski osób na rzecz, których działamy. Ci, którym świadczymy pomoc, zyskują umiejętności, zdrowie, leki, większy kontakt z dziećmi. Zyskują również pieniądze, które nie zostaną im wyłudzone przez oszustów – prowadzimy na przykład akcję skierowaną do seniorów.

Reasumując: podobieństw pomiędzy firmą, a organizacją jest bardzo wiele, różnica jest zasadnicza – firma stawia na zyski dla siebie poprzez sprzedaż usług czy produktów konsumentom, organizacja stawia na zyski konsumentów poprzez swoje działania.

Jesteś osobą niepełnosprawną, jak wspomniałeś poruszasz się na wózku. Opowiedz, jak to się stało?

– Moja historia sięga 1992 r. Zostałem wtedy poszkodowany w wypadku komunikacyjnym. Miałem dokładnie 3,5 roku. Potrącił mnie samochód, a sprawca nie miał wykupionej polisy odpowiedzialności cywilnej OC. W takim przypadku to nie ubezpieczyciel, a Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny przejmuje odpowiedzialność finansową za zdarzenie.

Pierwsze miesiące po wypadku były miesiącami zmartwień rodziców o to, czy w ogóle przeżyję. Przeżyłem! Ale następne lata były pełne zmagań, aby następstwa urazu, którego doznałem, były jak najmniejsze. Nie dało się wiele zdziałać, gdyż doznałem urazu rdzenia kręgowego na wysokości pierwszych kręgów piersiowych. Dużo czasu spędziłem na rehabilitacji i długotrwałych pobytach w szpitalach w Polsce i Europie. Myślę, że w ogromnym stopniu to zdarzenie ukształtowało mój charakter. Wysiłki i przeżycia nie poszły na marne – teraz jestem w stanie działać na rzecz innych.

Czym zajmujesz się, na co dzień, poza fundacją Megafon?

– Czasu wolnego zostaje już bardzo mało, ale gram jeszcze w koszykówkę na wózkach oraz planuję ślub ze swoją narzeczoną – Edytą.

A inne plany? Pytam o najbliższe priorytety, nazwijmy to – „zawodowe”, które stawiasz przed sobą.

– Chcę dopiąć projekt, nad którym współpracuję z PKN Orlen. Ma on na celu usprawnienie m.in. tankowania pojazdów, którymi poruszają się osoby o obniżonej sprawności fizycznej, które w wyniku niepełnosprawności nie są w stanie wyjść z pojazdu i same zatankować auta.

A jak dobrze wiemy, co sam również sprawdziłem na różnych stacjach paliw w różnych rejonach naszego kraju – trzykrotne użycie klaksonu nie skutkuje przywołaniem pracownika stacji, najczęstszym powodem jest fakt, że tego klaksonu zwyczajnie nie słychać w budynku stacji. Projekt jest w trakcie realizacji, z tego powodu nie chcę mówić o szczegółach, lecz jeśli zostanie on wcielony w życie, stacje Orlen będą najbardziej dostosowane i przyjazne „dla wszystkich”.

Dziękujemy za rozmowę.

Komentarze